Nauczyciele, którzy sprawdzali egzamin gimnazjalny, są w szoku. W pracach z części humanistycznej pełno jest wulgaryzmów, błędów i... rysunków, których tam być nie powinno.
W miniony weekend ponad 500 nauczycieli oceniało prace blisko 30 tys. 16-latków z regionu łódzkiego, którzy pod koniec kwietnia zdawali egzamin gimnazjalny. Oficjalnie wyniki sprawdzianu poznamy w czerwcu, ale egzaminatorzy już mówią o żenującym poziomie tegorocznych prac. Nasi reporterzy zapoznali się z kilkunastoma.
To prawdziwy popis niewiedzy gimnazjalistów, którzy mieli napisać wypracowanie na temat "Podróż niejedno ma imię". Jeden z uczniów do swojej pracy wplótł wątki religijne. Napisał m.in., że "Pan Jezus wędrował wiele lat i uczył nawet samego Boga".
Inny skupił się na powstaniu listopadowym. Napisał, że "wędrówka jest jak powstanie listopadowe - nigdy się nie kończy".
Jeszcze inny 16-latek w swojej pracy wspominał lekturę "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza. "Kiedy ją czytałem, narodziło się marzenie, żeby z bliska zobaczyć i dotknąć słonia" - przyznał.
Mina rzednie, kiedy gimnazjaliści piszą o najnowszej historii Polski. Jeden z nich uważa, że "harcerze rysowali na murach kotwice, po czym szybko uciekali i to było ich podróżowanie". Grozą wieje, gdy czytamy, że "dzięki napadom Niemiec na Polskę ludzie mogli podróżować do obozów koncentracyjnych".
- Jeśli uczeń pisze w pracy, że wędrówka jest jak powstanie, które nigdy się nie kończy, to można się uśmiechnąć i najwyżej obniżyć punktację. Ale kiedy przeczytałem ten fragment, to ręce mi opadły. To już nie było śmieszne - opowiada nam polonista, który oceniał feralne arkusze.
Do śmiechu nie jest też Danucie Zakrzewskiej, dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi. Zakrzewska przyznaje, że tragiczne wpadki podczas sprawdzianów gimnazjalnych powtarzają się co roku, choć nie są to przypadki, które można byłoby mnożyć w nieskończoność.
- Uczniowie wypisują wynaturzone historie, prace ozdabiają rysunkami, na marginesie dopisują niestosowne uwagi, zdarza się, że używają wulgaryzmów - wylicza grzechy gimnazjalistów Zakrzewska.
OKE stara się zwalczać zjawisko. Informuje dyrektora szkoły, że 16-latek drwi z egzaminu i poleca mu bliżej zająć się uczniem. Problem w tym, że niewiele to daje.
- Odkąd powstały gimnazja, notujemy drastyczny, stały spadek poziomu wiedzy kandydatów na studia, nie tylko z historii, ale ze wszystkich nauk humanistycznych - mówi "Polsce Dziennikowi Łódzkiemu" prof. Wojciech Roszkowski, wykładowca Collegium Civitas i współautor podręczników do nauki historii. - Za chwilę możemy mieć prawdziwą pustynię umysłową.
Problem widzą w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Dlatego minister Katarzyna Hall postanowiła zmienić podstawę programową wszystkich typów szkół. To największe zmiany od lat 90. Rewolucja rozpocznie się we wrześniu i obejmie niemal każdy przedmiot szkolny.
W przypadku np. historii licealiści na lekcjach nie będą już powtarzać tego, o czym uczyli się w gimnazjach. Teraz naukę w gimnazjum zakończą na I wojnie światowej. W liceach i technikach od tego zaczną.
"W obecnym systemie brakuje czasu na realizację najnowszej historii Polski. W gimnazjach na przeszkodzie staje egzamin gimnazjalny, w liceach - matura. Prowadzi to do powszechnie dostrzeganej, żenującej niewiedzy uczniów" - czytamy w podstawie programowej opublikowanej na stronach internetowych MEN.
Część ekspertów wątpi jednak, by reforma podstawy programowej wpłynęła na poziom wiedzy gimnazjalistów. Zresztą egzaminatorzy nie pierwszy raz rwali włosy z głowy. W 2008 r. uczniowie musieli scharakteryzować bohatera "Syzyfowych prac". Co czwarty gimnazjalista z woj. łódzkiego za postać z powieści Stefana Żeromskiego uznawał Syzyfa. Według nich, Syzyf "był brunetem i miał duże granatowe oczy", nosił też "krótko ścięte włosy, co było modne w tamtych czasach". Wykonywał "ciężką pracę, aby zarobić na coś do jedzenia", niestety, za swoje wysiłki "Syzyf zostaje ukarany biczami".