W maju rozpocznie się trzecia już kampania promocyjna projektu "Młodzi w Łodzi", który ma przyciągać do miasta rzesze młodych i wykwalifikowanych fachowców. Magistrat wyda w tym roku na program milion zł, choć nawet nie wie, jakie plusy przyniosła miastu ubiegłoroczna edycja kampanii.
Na ulicach Łodzi pojawią się billboardy, na których studenci będą wychwalać zalety miasta, stawiającego na młode talenty. Wczoraj rozpoczął się casting na twarze kampanii. To trzecia edycja programu, który wystartował w ubiegłym roku. Magistrat do tej pory wydał na niego milion zł. Taka sama pula pieniędzy przeznaczona zostanie również w tym roku. Na co pójdą te pieniądze?
- Przeprowadzimy m.in. szkolenia wśród studentów, a ci którzy przedstawią najlepszy pomysł na własny biznes, mogą liczyć na dofinansowanie - mówi Agnieszka Chudzik, kierująca programem.
Problem w tym, że pieniędzy na pewno nie wystarczy na rozkręcenie interesu. Magistrat daje studentom góra 5 tys. zł. Żacy będą też mogli korzystać ze staży i praktyk we współpracujących z magistratem firmach. W ub. roku skorzystało z nich 160 studentów. 30 dostało od firm stypendia, ale magistrat nie wie nawet, ilu z nich znalazło w Łodzi stałą pracę.
- To zbyt trudne, byśmy mogli to ustalić, ale skoro firmy fundowały stypendia, to znaczy, że wiążą z naszymi studentami nadzieję - uważa Chudzik.
Nie do końca tak jest. Firma Ericpol, jedna z największych z branży IT, działająca w regionie łódzkim, ufundowała jedno stypendium. Aleksandra Berut, studentka zarządzania, w języku francuskim, na Politechnice Łódzkiej dostaje miesięcznie 500 zł. Mimo to Ericpol nie zamierza jej zatrudniać.
- Jej kwalifikacje nie są w naszym profilu biznesowym, ale chcemy, żeby odniosła sukces, dlatego jej pomagamy - przyznaje Jan Malkiewicz, rzecznik Ericpolu. Malkiewicz przyznaje, że firma na razie nie skorzystała z udziału w projekcie.
Optymizmem nie tryskają też studenci. - Co z tego, że chciałem wziąć udział w jednym szkoleniu, skoro okazało się, że zabrakło dla mnie miejsca, a kolejnych szkoleń z tego tematu już nie będzie - żali się Rafał, student administracji na Uniwersytecie Łódzkim.
Czy to oznacza, że program trafia w potrzeby młodych ludzi jak kulą w płot? Agnieszka Chudzik twierdzi, że nie. Jej jedynym argumentem jest to, że w ubiegłym roku z miasta chciało wyjechać tylko 17 procent studentów. O 6 proc. mniej niż przed inauguracją programu.
Zdaniem prof. Danuty Stawarz z Katedry Zarządzania Miastem i Regionem Uniwersytetu Łódzkiego szum wokół Łodzi jest miastu potrzebny. Niektóre formy promocji miasta są jednak chybione.
- Odnoszę wrażenie, że część działań promocyjnych odbywa się zupełnie przez przypadek, niektóre inicjatywy są po prostu mało ciekawe, a przy innych trudno ocenić ich faktyczny wpływ na rozwój miasta - powiedziała nam prof. Stawarz.
Przykładem mogą być kampanie wizerunkowe Łodzi w zachodnich telewizjach. Na spoty emitowane w BBC i CNN miasto wydało kilkaset tysięcy zł. Nie wiadomo jednak, jak przełożyło się to na popularność Łodzi wśród zachodnich turystów i inwestorów.
W 2008 roku odwiedziło nas 200 tysięcy zachodnich turystów, głównie służbowo.