RSS   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Łódź » Znów płonący autobus MPK

Znów płonący autobus MPK

2007-09-22, Aktualizacja: 2007-09-22 16:30

Polska Dziennik Łódzki Agnieszka Chartlińska

Pasażerowie MPK po raz kolejny w krótkim czasie przeżyli chwile grozy. Wczoraj po południu w centrum miasta zapalił się silnik jeżdżącego na linii zastępczej jelcza. Na szczęście nikt z pasażerów nie ucierpiał.
Pasażerowie MPK po raz kolejny w krótkim czasie przeżyli chwile grozy. Wczoraj po południu w centrum miasta zapalił się silnik jeżdżącego na linii zastępczej jelcza. Na szczęście nikt z pasażerów nie ucierpiał. Strażacy chwalą przytomność kierowcy autobusu, który ugasił pożar.

Godzina 15.45. Autobus Z2, jadący w stronę Helenówka, dojeżdżał właśnie do przystanku za skrzyżowaniem al. Kościuszki - ul. Żwirki.

- Pasażerowie z tyłu autobusu zaalarmowali mnie, że widzą kłęby dymu, wydobywające się z tyłu - przeżywał jeszcze raz zdarzenie Andrzej Seliwiak, kierowca pechowego jelcza. - Zatrzymałem się, wypuściłem pasażerów i pobiegłem zobaczyć, co się stało. Gdy otworzyłem klapę, buchnął czarny, gryzący dym. Wystarczyło, że zawiało i od razu pojawił się ogień.

Kierowca chwycił za gaśnicę.
∨ Czytaj dalej
W sukurs pospieszył mu kierowca samochodu osobowego z własnym sprzętem do gaszenia. W pięć minut ogień został stłumiony.

Pan Andrzej jako kierowca MPK pracuje od 28 lat. Przeżył w tym czasie trzy poważne awarie; wczorajsza była najgroźniejsza. - Dlatego od razu wezwałem straż pożarną - zaznacza kierowca. Co, jego zdaniem, mogło być przyczyną zapłonu? - Myślę, że to zwarcie w instalacji. Kontrolka nie pokazywała awarii, żadnego przegrzania, nic - podkreśla kierowca. - Wytrzęsło go na wybojach, coś musiało zaiskrzyć i gotowe.

Podejrzenia kierowcy potwierdzili strażacy. - Chyba było to zwarcie w instalacji. Kierowca zapewniał nas, że odłączył prąd, tymczasem w silniku napięcie ciągle było. Zniknęło dopiero, gdy odłączyliśmy akumulator - potwierdza dowódca zmiany Tadeusz Jasiński z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 3 PSP w Łodzi. - My tylko dogaszaliśmy. Bardzo dobrze zachował się kierowca, który od razu użył gaśnicy proszkowej.

Cała akcja trwała godzinę. Przed godz. 17 autobus wzięto na hol. Na trasę wróciły autobusy Z1 i Z2, które podczas wypadku objeżdżały zablokowaną aleję ul. Piotrkowską i al. Piłsudskiego. Na skrzyżowaniu Żwirki - Kościuszki od razu utworzył się ogromny korek. - Coś niesamowitego. Dopiero palił się jeden, teraz drugi - łapie się za głowę Jan Zawilec, który z bezpiecznej odległości obserwował akcję strażaków. - Strach wsiąść do takiej "zetki". Czym oni nas wożą?

"Oni", czyli łódzkie MPK, tłumaczą, że w ciągu niecałych dwóch lat, od listopada 2005 roku, kupili 119 nowych autobusów. Jelcz 181, który zapalił się wczoraj, miał 11 lat; był jednym z pierwszych niskopodłogowych wozów, jakie pojawiły się w naszym mieście. - Nie są jeszcze znane przyczyny zapłonu, tym zajmie się specjalna komisja, ale jeśli było to - jak twierdzą strażacy - zwarcie w instalacji, to może wydarzyć się zawsze i wszędzie. Nie sposób przewidzieć takiej awarii - zapewniał Marcin Małek z MPK. - Według danych Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej, mamy jeden z młodszych taborów w kraju - dodał.

Nie pierwszy pożar
Do dużo groźniejszego pożaru autobusu miejskiego doszło 28 sierpnia. Autobus linii 96 zjeżdżał do zajezdni przy ul. Limanowskiego, ponieważ miał awarię hamulców. Na szczęście, kierowca już na Janowie wysadził wszystkich pasażerów. Na ruchliwej ulicy Zachodniej, przed skrzyżowaniem z ul. Próchnika, hamulce zablokowały się, zapaliła się opona, ogień natychmiast rozprzestrzenił się na cały pojazd. Kierowca próbował użyć gaśnicy, jednak po chwili cały wóz płonął jak pochodnia.