To był sądny dzień dla kierowców i przechodniów. Ulice Łodzi przykryła wczoraj 20-centymetrowa warstwa śniegu. Sytuację komplikował silny wiatr, który osiągał do 10 metrów na sekundę.
- Takich opadów śniegu już od dawna w Łodzi nie notowano - mówi Krzysztof Marat ze Stacji Meteorologicznej na Lublinku.
Do walki ze śniegiem inżynier miasta skierował 76 pługosolarek. Zapomniano jednak o oczyszczaniu chodników i przechodnie brnęli po kostki w śniegowej brei. Jednak, jak poinformował nas dyspozytor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Łodzi, tylko trzy osoby trafiły do szpitali z połamanymi rękoma i nogami. Narzekali też kierowcy.
- To był horror. Wiatr nawiewał śnieg na oblodzoną jezdnię - narzeka Marek Gozdowski, łódzki taksówkarz.
Najgorzej było na wiaduktach, gdzie tiry blokowały przejazd.
Dyżurny dyspozycji inżyniera miasta zdecydował więc o użyciu solanki. Niewiele to jednak pomogło. Policja odnotowała trzydzieści stłuczek.
Niezłą przeprawę mieli również pasażerowie MPK, którzy na tramwaj lub autobus czekali nawet po pół godziny.
- Ani dziesiątka, ani czternastka nie jechały, w końcu udało mi się wsiąść do autobusu nr 98 - opowiadała Dominika Teske, która próbowała około godz. 15 dostać się tramwajem z Retkini w rejon Hali Sportowej.
Meteorolodzy przewidują, że będzie sypać dzisiaj, w Nowy Rok - aż do 5 stycznia. Wtedy też okaże się, jak do walki z zimą przygotowane były służby miejskie...