Druga tura wyborów prezydenckich przebiegała w Łódzkiem spokojnie, choć nie obyło się bez drobnych incydentów.
Łodzianka, dwa tygodnie temu wypisana z łódzkiego szpitala im. Pirogowa, wciąż widniała w spisie uprawnionych do głosowania pacjentów.
– W swojej komisji wyborczej usłyszałam, że powinnam głosować w szpitalu. Tam powiedziano mi, żebym poszła do lokalu wyborczego w miejscu zamieszkania – powiedziała nam kobieta (nazwisko do wiadomości redakcji). Dopiero po interwencji przewodniczącego szpitalnej komisji mogła wziąć udział w wyborach.
Wielu wyborców było zdumionych naklejonymi na drzwiach komisji kartkami z informacją, że pracują one od godz. 5.
– Musieliśmy przygotować lokale, więc zaczęliśmy wcześniej, ale wybory zaczęły się punktualnie – usłyszeliśmy w jednej z łódzkich komisji.
Mieszkańcy Dmosina, którzy w pierwszej turze głosowali w miejscowej remizie, wczoraj zastali tam... gości weselnych. Lokal wyborczy został przeniesiony do pomieszczenia parafialnego. Mieszkańcy Brzezin natomiast wybierali prezydenta w siedzibie sądu rejonowego.
W Zgierzu policja zatrzymała dwóch nastolatków, którzy „dla hecy” sprzed lokalu wyborczego przy ul. Struga ukradli flagę.
W pozostałych miejscowościach Łódzkiego wybory przebiegały bez zakłóceń. Udział w drugiej turze wzięły także osoby, które nie głosowały w pierwszej, jak Józef Kikowski z Łosieńca pod Sieradzem. – Wcześniej nie wiedziałem, na kogo się zdecydować. Było za dużo kandydatów – powiedział nam.