Blisko sześćdziesięciu motocyklistów ścigało się wczoraj w lesie, na terenie byłego poligonu wojskowego na Brusie. Ryk maszyn słychać było w promieniu kilku kilometrów.
Mieszkańcy domów przy sąsiednich ulicach, m.in. Biegunowej i Gwardzistów, byli oburzeni nie tylko przeraźliwym hałasem, ale i tym, że motocykle rozjeżdżają leśne alejki. – Trzeba nie mieć wyobraźni, żeby zorganizować zawody motocyklowe w lesie. Czy w Łodzi mamy za dużo terenów zielonych, żeby tak bezmyślnie je niszczyć? – pytał jeden z mężczyzn.
Zaalarmowani strażnicy miejscy przyjechali na poligon. Ustalili, że nadal administruje nim wojsko. Okazało się, że organizator wyścigów, Automobilklub Łódzki, uzyskał zgodę na urządzenie zawodów.
Bartosz Dębski, jeden z organizatorów, zapewnił nas, że impreza jest zamknięta.
– Wokół 6-kilometrowej trasy rozwiesiliśmy taśmę ostrzegawczą. Zawodów pilnują także ochroniarze – stwierdził.
Mimo to, po lesie można było wczoraj spacerować bez problemu... – Rozjeżdżają ścieżki, łamią drzewa i straszą zwierzęta, a warkot jest nie do wytrzymania – oburzał się mężczyzna, którego spotkaliśmy na spacerze z psem. – Niech motocykliści zbudują sobie tor pod Łodzią, na neutralnym terenie.
Piotr Czyżewski, dyżurny straży miejskiej, powiedział nam, że straż pouczyła organizatora, by następnym razem lepiej zabezpieczył tor wyścigów.
Okoliczni mieszkańcy mają nadzieję, że organizatorzy oraz wojsko pójdą po rozum do głowy i następnego razu tutaj nie będzie.